czwartek, 16 maja 2013

Rozdział XVI


Z podziękowaniami dla: Beatrice za korektę i dla Dominiki za motywację :)


Ślęcząc nad kolejnym nudnym tłumaczeniem instrukcji obsługi aparatu fotograficznego, Hermiona zastanawiała się, czy jeśli zadzwoni do kogoś z kim łączą ją tylko sprawy zawodowe po raz trzeci tego samego dnia, to wyjdzie na beznadziejnie żałosną idiotkę. Przynajmniej w swoich oczach.
Sprawy zawodowe… Kogo chcesz okłamać, Granger?
Z pewnością nie ciebie.
Z pewnością nie. Ja wiem wszystko. Zadzwoń.
Po co? Jest dorosły, poradzi sobie sam.
A co, jeśli mu się pogorszyło?
Gdyby czegoś potrzebował, to dałby znać. Obiecał.
Wierzysz mu?
Tak.
Powie, że nie chciał zawracać ci głowy.
Wie, że to ważne. Na pewno da znać, gdyby coś się działo.
Lepiej spróbować niż potem żałować…
Dziewczyna miała już dosyć tego irytującego głosu. Kłóciła się tak sama ze sobą już od ponad dwóch godzin. Dzwoniła o dwunastej, zerknęła na zegar. Piąta. Czy pięć godzin to wystarczająco długo? Może zasnął? Zła na siebie, wstała gwałtownie i zaczęła przechadzać się tam i z powrotem po puchowym dywanie. W końcu wyciągnęła z kieszeni monetę, rzuciła w górę i przykryła dłonią. Jak będzie awers - dzwonię. Odsłoniła monetę i odetchnęła z ulgą, wyciągając jednocześnie telefon z kieszeni bluzy. Wybrała numer Dracona i usiadła na podłodze, opierając się plecami o łóżko.
- Halo? – padło po chwili.
- Cześć. To znowu ja. – Odliczyła w myślach trzy sekundy. – Jak się czujesz?
- Ja… Gorączka spadła, ale trochę łamie mnie w kościach.
- To grypa, przy niej zawsze bolą kości.
- Tak…
Zapadła cisza, jakby żadne z nich nie chciało jeszcze kończyć rozmowy.
- Czy…
- Czy… - padło z obu stron równocześnie.
- Ty pierwsza.
- Chciałam tylko zapytać, czy podobał ci się film.
- Jasne. Obejrzałem wczoraj. Masz jeszcze coś podobnego?
- Tylko „Nędzników”, jeśli lubisz musicale.
- Jeszcze nie wiem.
- Czego? – zapytała zdezorientowana dziewczyna.
- Czy je lubię.
Co jest nie tak z twoim mózgiem, Granger?
- Nie oglądałeś nigdy musicalu?
- Chyba nie. Ale lubię muzykę, więc nie powinno być tak źle.
- Mogę ci go podrzucić.
- Lepiej nie teraz.
- Dlaczego nie? – Bardzo się starała, żeby w jej głosie nie było słychać rozczarowania.
- Zarazisz się i zepsujesz sobie święta.
- Och… - To było wszystko na co w tym momencie było stać pannę Granger. Poczuła się dużo lepiej wiedząc, że odmawia jej, bo ma na względzie tylko jej zdrowie.
- Pojutrze Gwiazdka, więc lepiej nie być chorym.
- Będziesz u ciotki?
- Miałem taki zamiar, ale chyba zostanę w domu i spróbuję wyzdrowieć do Sylwestra.
- Ja będę z mamą u Potterów – rzuciła beztrosko Hermiona, której humor wyraźnie się poprawił. – A o co ty chciałeś zapytać?
- Nic ważnego – odezwał się lekko zirytowany głos po drugiej stronie słuchawki.
Nazwisko Pottera zawsze tak na niego działało.
- W taki razie będę kończyć. Mam jeszcze trochę pracy z niemieckimi instrukcjami. Obiecaj, że dasz znać, gdybyś gorzej się poczuł.
- Nie martw się, Skrzatek nie odstępuje mnie na krok – roześmiał się.
- To dobrze, że tak o ciebie dba. Uważaj na siebie.
- Ty też.
Rozłączyła się i uśmiechnęła pod nosem. Pojutrze Gwiazdka!

Draco zwlókł się z łóżka dopiero po dziewiętnastej. Spał przez prawie cały dzień i najwyraźniej jego organizm miał już dosyć snu, bo choć Draco przewracał się z boku na bok od godziny, to nie mógł znaleźć sobie żadnej względnie wygodnej pozycji. Doszedł do wniosku, że gapienie się w sufit wcale nie poprawia jego samopoczucia, zabrał więc koc i zszedł na dół. Nalał sobie herbaty, wyjął z szafki paczkę paprykowych chipsów i usadowił się wygodnie na kanapie przed telewizorem. Po kilku minutach bezowocnego skakania po kanałach zdecydował się po raz kolejny obejrzeć „Grincha”. Film o wrednym stworzeniu psującym ludziom święta. Idealnie.
Właśnie wytrząsał z torebki ostatnie okruchy, kiedy ktoś zadzwonił do drzwi, w wyniku czego wszystkie chipsowe śmieci znalazły się na jego czarnym swetrze. Wyburczał coś pod nosem, strząsnął resztki z ubrania i poszedł otworzyć. Miał tylko nadzieję, że nie były to jakieś dzieci śpiewające kolędy. Polubił dzieci, ale to naprawdę nie był najlepszy dzień. Szczerze mówiąc, był to najgorszy z możliwych dzień, na składanie komuś zirytowanemu do granic możliwości niezapowiedzianych wizyt. Zaświecił światło w korytarzu, obciągnął ubranie i nacisnął klamkę.
- Mógłbyś się trochę pośpieszyć. – Usłyszał kobiecy głos, a potem został staranowany przez obarczoną trzema pudłami Hermionę. – Zamykaj! Jest dzisiaj strasznie zimno.
Dracon posłusznie zamknął drzwi, po czym, odrobinę zdezorientowany, oparł się o nie plecami i wlepił wzrok w przybyłą.
- Wiesz Malfoy, mimo wszystko myślałam, że masz w sobie coś z dżentelmena, ale chyba się pomyliłam – oznajmiła, stawiając pudła na podłodze. – Mógłbyś chociaż powiesić kurtkę – rzuciła nią w jego stronę i zajęła się rozsznurowywaniem butów. Draco otrząsnął się nieco, złapał kurtkę i powiesił na wieszaku.
- Co ty… - odkaszlnął. – Co właściwie tu robisz?
- Chyba nie myślałeś, że będziesz siedział tutaj sam w Święta?
Tak. Tak właśnie myślał. Hermiona rzuciła mu pełne politowania spojrzenie i ruszyła do kuchni, lewitując przed sobą pakunki.
- Idziesz czy nie? – Doleciało go z głębi domu, uśmiechnął się więc pod nosem i podążył za kobietą.
- Co tam masz?
- Same dobre rzeczy – odparła i zajęła się wypakowywaniem pudeł. Draco, który zaglądał jej przez ramię, zauważył kilka mniejszych pudełek z rozmaitymi wiktuałami. Ryba, ziemniaki, dwie sałatki, torba cukierków, orzechy…
- Chyba nie chcesz powiedzieć, że tym razem to Potter postanowił mnie dokarmiać?
- Oczywiście, że nie. Moja mama odłożyła dla ciebie wszystkiego po trochu.
Hermiona, odwrócona do niego plecami, nie mogła zauważyć dziwnego wyrazu, który odmalował się na jego twarzy. Po chwili usłyszała tylko: „Podziękuj mamie”, wypowiedziane cichym głosem. Czyżby Draco Malfoy się wzruszył?
- Sam możesz jej podziękować, bo zaprosiła cię na jutrzejszy obiad.
- Ale… - zaczął, jednak dziewczyna stanowczo mu przerwała.
- Daj spokój. Nie ma tam małych dzieci, więc na pewno nikogo nie zarazisz. A poza tym widzę, że już czujesz się dużo lepiej.
Draco zaprzestał więc protestów, ale to wcale nie poprawiło mu humoru. Bardzo lubił matkę Hermiony, ale zawsze w jej obecności czuł się dziwnie skrępowany. Uważała go za wspaniałego herosa, który uratował jej córkę, patrzyła na niego niemal z uwielbieniem. A to przecież nie była prawda, bo co innego miał zrobić? Zostawić ją tam? Wcale nie chciał czuć się jak bohater. To była specjalność Pottera.
- Przestań to robić, Draco.
- Co?
- Myśleć. Lepiej nakryj do stołu.
- Tak jest! – Uśmiechnął się i posłusznie wykonał polecenie.
Godzinę później najedzony Draco spoglądał kątem oka na Hermionę, wpatrzoną chciwie w ekran telewizora.
- Ile razy już to oglądałaś?
- Kilka – odparła, nie zaszczyciwszy go nawet zerknięciem.
- Kilka! Chyba kilkadziesiąt – mruknął pod nosem. Ignorowanie to był coś, czego nie znosił najbardziej na świecie. Oprócz zwierząt futerkowych typu fretka.
- Bądź cicho! – ofuknęła go – Zaraz będzie najpiękniejsza scena.
Draco rzucił okiem na ekran. Kobieta w brązowej kiecy, facet z dziwnym rodzajem krawata, leje jak z cebra i oboje są mokrzy, włosy lepią im się do twarzy… Co w tym pięknego?
- Nie wydaje mi się…
- Zamknij się, Malfoy!
Skupił się więc ponownie na filmie. Facet bredził coś o rozsądku, niższym urodzeniu, pozycji społecznej i agonii. Agonii? Merlinie, czy on jest umierający? Dopiero po chwili zorientował się, że to były oświadczyny. Odrobinę nieudane.
- No i dlaczego mu odmówiła? Nie był taki znów ostatni.
- Obraził ją.
- Czym? Powiedział jej przecież, że ją kocha.
Wreszcie na niego spojrzała.
- Jesteś zupełnie jak Ron. Jego wrażliwość też mieściła się w łyżeczce do herbaty.
Coraz gorzej. Teraz porównują go do Weasleya.
- Nie uważam…
- Otóż to! Nie uważasz, a potem nie wiesz co się dzieje. Oglądaj! – I ponownie przeniosła wzrok na ekran.
Draco sięgnął po miskę z orzeszkami i poprawił się na kanapie. Nikt nie będzie go bezpodstawnie oskarżać o niewiedzę!
- I jak podobał cię się film? – Z bardzo daleka doleciał do Dracona znajomy głos, a potem poczuł czyjś łokieć obijający jego żebra. – Wstawaj!
Draco pozbierał się do kupy, usiadł prosto i przetarł oczy.
- Jesteś beznadziejny. Zasnąłeś po dziesięciu minutach oglądania.
- Nie będę oglądał filmu, w którym się mnie obraża – zaprotestował.
- Ciebie? Nie słyszałam, żeby ktoś wymienił tam nazwisko Malfoy.
- Ja za to doskonale pamiętam jedną dziewuszkę, która mówiła: „Czymże są mężczyźni w porównaniu ze skałami i górami?”. Poczułem się bardzo dotknięty.
Zrobił obrażoną minę, a Hermiona zaniosła się głośnym śmiechem.
- Nie wiem z czego się tak śmiejesz.
- Ja też nie. – Zerknęła na zegarek – Pomogę ci posprzątać, a potem zmykam.
Zaczęła zbierać szklanki i talerze, co chwilę parskając śmiechem. Draco pomyślał, że tego mu brakowało – kogoś z kim mógłby się pośmiać z niczego. W ogóle kogoś, z kim mógłby porozmawiać. Skrzatek raczej się do tego nie nadawał, bo ciągle martwił się tylko, czy panicz nie jest głodny, albo czy paniczowi czegoś nie potrzeba. Draco ofiarował mu nawet kiedyś własny sweter, ale Skrzatek zrobił z niego marny użytek, bo z niewolnika awansował się na gosposię domową. Kiedy Draco zaczął chorować, Skrzatek stał się tak denerwujący, że musiał podstępem wyeksmitować go z domu, mówiąc grzecznie, że obecność skrzata źle wpływa na jego zdrowie. Skrzatek spakował się zatem i zatrudnił na kilka dni w jakimś wielkim domu weselnym, a Draco pożegnał go stanowczym zakazem wracania do domu przed końcem roku.
Kiedy wszystko już było uprzątnięte, Hermiona sięgnęła po ostatnie pudełko, które ze sobą przyniosła i umieściła je pod choinką.
- Obiecaj, że otworzysz dopiero jutro rano.
- Dobrze, ale przecież ja nic dla ciebie nie mam.
- Nie wiedziałeś, że przyjdę, a poza tym dałeś mi już mnóstwo innych prezentów. – Uśmiechnęła się. – Więc jak, obiecujesz?
- Obiecuję – odwzajemnił uśmiech.
- No, więc teraz mogę już iść. – Wyszła z kuchni i zaczęła zakładać buty.
- Odprowadzę cię. – Ruszył za nią.
- Nie, Draco. Jesteś chory.
- To tylko chwila. I ubiorę się ciepło. – Mrugnął do niej, owijając szyję tym samym szalikiem, z powodu którego niedawno natrząsał się z niego Blaise.
Wyszli przed dom, podali sobie ręce i zniknęli z cichym trzaskiem. Aportowali się kilka przecznic od domu Hermiony i ruszyli wolnym krokiem. Dziewczyna wsunęła mu dłoń pod ramię i tak szli w milczeniu. Kiedy byli już blisko, Draco zwolnił i odwrócił się twarzą do swej towarzyszki. Było już ciemno, a od wścibskich spojrzeń zza firanek odgradzał ich gruby pień drzewa, pod którym się zatrzymali. Draco nabrał powietrza i spojrzał prosto w oczy, które tak dużo mu już powiedziały.
- Dziękuję ci. Za kolację, za prezent, za czas… Za wszystko.
Wyciągnęła rękę i pogładziła go po policzku.
- Nie ma za co, Draco – powiedziała, po czym wspięła się na palce i musnęła wargami kącik jego ust. A potem uciekła.
Oszołomiony Draco stał przez chwilę bez ruchu, a potem, tknięty nagłym przeczuciem, spojrzał w górę. Jemioła.

13 komentarzy:

  1. Prześliczny rozdział... Mam nadzieję że Draco pobiegnie za nią i dokończą to co zaczęli... Kurde nawet nie masz pojęcia jak mi poprawiłaś stan zdrowia tym rozdziałem... I za Twoje słowa... ja motywacją? Dziękuję ci za wszystko, bo na prawdę jesteś magiczna i masz ogromny talent!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, nie chyba nie pobiegnie :) Chory jest przecież!

      Usuń
    2. No jak możesz!!! Chorego dobijasz... A żyję myślą, że w końcu przeżyją miłosne uniesienie... Pozostaje mi czekac;-) Buziaki!!! I dodaj szybko kolejny rozdział błaaaaagaaaaaaaam!
      Dominika

      Usuń
    3. Może kiedyś tam przeżyją :D

      Usuń
  2. Ostatnia scena jest urocza. W ogóle cały ten rozdział pełen jest uroczych scen. Draco i Hermiona wyraźnie mają się wciąż ku sobie, ale jakoś nie potrafią się do tego przyznać i wirują tak wokół siebie nieco zdezorientowani.

    Cały ten tekst jest bardzo w Twoim stylu. Lubię ten Twój lekki styl.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Styl lekki, płynny, akcja wartka... niczego innego dobremu opowiadaniu nie trzeba!

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo uroczy rozdział *-*
    Zatkalo mnie. Czekam na nn :)

    http://dramione-never-say-never.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejciu, uwielbiam Twój styl pisania. Życzę weny!
    Przy okazji zaglądnij, jak będziesz mieć czas
    http://milosc-nie-wybiera-wybiera-nienawisc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na http://kolo-fortuny.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dlaczego nic nie piszesz? :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojejciu. Jest cudowny.
    http://nikt-sie-nie-spodziewal.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. Miło mi, że ktoś tu jeszcze zagląda :)

      Usuń